Faraon

Proszę cię tylko, ażebyś zapamię- tał, co widziałeś, dla opowiedzenia tego w kolegium kapłańskim. - Czy prędko będzie zwołane. - spytał Pentuer. - Nie ma jeszcze powodu. Spróbuję pierwej uspokoić rozhukanego byczka za pomocą oj- cowskiej ręki jego świątobliwości. . . A szkoda byłaby chłopca, bo ma duże zdolności i energię południowego wichru. Tylko jeżeli wicher, zamiast zdmuchiwać nieprzyjaciół Egiptu, zacznie kłaść jego pszenicę i wyrywać palmy. . . . Minister umilkł, a jego orszak utonął w ciemnej alei drzew prowadzącej do Memfisu. W tym czasie Ramzes dojeżdżał do pałacu faraona. Gmach ten stał na wzgórzu za miastem, wśród parku. Rosły tu osobliwe drzewa: baobaby z południa, cedry, sosny i dęby z północy. Dzięki sztuce ogrodniczej żyły one po kilkadziesiąt lat i dosięgały znacznej wysokości. Cienista aleja prowadziła z dołu do bramy, która miała wysokość trzypiętrowej kamienicy. Z każdej strony bramy wznosiła się potężna budowla niby wieża, w formie ściętej piramidy, szeroka na czterdzieści kroków, wysoka na pięć pięter. Wśród nocy wyglądało to jak dwa olbrzymie namioty z piaskowca. Dziwne te gmachy miały na parterze i piętrach kwadratowe okienka, a dachy płaskie.