Faraon

. . Ach, szczęśliwy Ramzesie, czekają cię nadzwyczajne niespodzianki. . . . Bo gdy upłynie termin, a wierzyciele zaczną odwiedzać cię pod pozorem składania hołdu, będziesz jak jeleń ścigany przez psy albo jak dziewczyna egipska, która czerpiąc wodę z rzeki zobaczy sękaty grzbiet krokodyla. - Wszystko to wygląda bardzo wesoło - przerwał śmiejąc się Ramzes - ale nie przynosi ani jednej drachmy. . . - Nie kończ. - przerwał Tutmozis. - W tej chwili idę po fenickiego bankiera Dagona, a wieczorem, choćby ci jeszcze nie dał pieniędzy, odzyskasz spokój. Wybiegł, wsiadł do małej lektyki i otoczony służbą tudzież takimi jak sam letkiewiczami zniknął w alejach parku. Przed zachodem słońca do domu następcy tronu przyjechał Fenicjanin Dagon, najznako- mitszy bankier w Memfis. Był to człowiek w sile wieku, żółty, suchy, ale dobrze zbudowany. Miał niebieską tunikę, na niej biały płaszcz z cienkiej tkaniny, ogromne włosy własne, ści- śnięte złotą obrączką, i dużą czarną brodę, również własną. Bujny ten zarost imponująco wy- glądał obok peruk i przyprawnych bródek egipskich elegantów. Mieszkanie następcy roiło się arystokratyczną młodzieżą.