Faraon

. . . Pentuer zamyślił się; ale jego oczy spoglądały przytomniej. Jeszcze po paru dniach rzekł Menes do Pentuera: - Ubywa nam żywności. Musimy pójść w stronę Nilu i zaopatrzyć się na jakiś czas. Wzięli obaj wielkie kosze na plecy i od wczesnego ranka zaczęli obchodzić wsie nad- brzeżne. Zwykle stawali pod chatami chłopów śpiewając nabożne pieśni, po czym Menes pukał do drzwi i mówił: - Litościwe dusze, prawowierni Egipcjanie, ofiarujcie jałmużnę sługom bogini Mądrości. . . . Dawano im (najczęściej baby) tu garstkę pszenicy, owdzie jęczmienia, tam placek albo su- szoną rybkę. Niekiedy jednak wypadały na nich złe psy albo dzieci pogan obrzucały ich ka- mieniami i błotem. Szczególny był widok tych pokornych żebraków, z których jeden przez kilka lat wpływał na losy państwa, a drugi znajomością najgłębszych tajemnic natury zmienił bieg historii. W bogatszych wsiach przyjmowano ich lepiej, a w pewnym domu, gdzie odbywało się we- sele, dano im jeść, napojono piwem i pozwolono przenocować między gospodarskimi budyn- kami. Ani ich ogolone twarze i głowy, ani wyleniała skóra pantercza nie imponowały mieszkań- com. Lud Dolnego Egiptu, pomieszany z różnowiercami, nie odznaczał się nabożeństwem, a już zgolą lekceważył kapłanów bogini Mądrości, o których nie dbało państwo.