Faraon
Spojrzała na marmurowy stół, a widząc że był pusty, zapytała przestraszona: - Gdzie mój brat. . . . gdzie mój boski małżonek. . . . Wtem ryknął grzmot, odezwały się trąby i śpiżowe blachy, a paraszyta przebrany za Tyfo- na wybuchnął śmiechem i zawołał: - Piękna Izydo, która pospołu z gwiazdami rozweselasz noce, nie ma już twego małżon- ka. . . . Już nigdy promieniejący Oziris nie usiądzie na złocistej łodzi, już nigdy słońce nie uka- że się na firmamencie. . . Ja to uczyniłem, ja, Set, i ukryłem go tak głęboko, że go żaden z bo- gów ani wszyscy razem nie odnajdą. . . . Na te słowa bogini rozdarła szaty, zaczęła jęczyć i rwać sobie włosy. Znowu odezwały się trąby, grzmoty i dzwony, wśród kapłanów i kapłanek wszczął się szmer, potem krzyk, klątwy i - nagle wszyscy rzucili się na Tyfona wołając: - Przeklęty duchu ciemności. . . . Który podniecasz wichry pustynne, burzysz morze, za- ćmiewasz światło dzienne. . . . Obyś zapadł w otchłań, z której sam ojciec bogów nie potrafiłby cię uwolnić. . . Przeklęty. . . . przeklęty Set. . . . Niech imię twoje będzie postrachem i obrzydliwo- ścią. . . . Tak przeklinając wszyscy rzucili się na Tyfona z pięściami i kijami, a rudowłosy bożek począł uciekać i w końcu wybiegł z sali.